Wstaję z łóżka i staram się po raz kolejny wyłapać coś pozytywnego w moim życiu.. Wczoraj był kolejny z tych dni, w których miałam już dość swojego życia i siebie samej, że nie potrafię nic na to zaradzić..
Przeszłam kolejny raz "bardzo huczne" odwiedziny ojca.. Przyszedł, oczywiście pijany bo inaczej się nie da, zrobił awanturę, rozwalił kilka rzeczy i pobił się z bratem.. Świetnie..
A ja kolejny raz zamknęłam się po wszystkim w pokoju i zaczęłam płakać.. Bo co więcej mogę zrobić? Niestety nic, jestem zupełnie bezsilna..
Gdybym chociaż miała kogoś do kogo mogłabym wyjść z domu, wygadać sie, wypłakać.. Jakoś by to było, a ja tylko siedzę zamknięta w pokoju i sama siebe zadręczam, bo nikt mi głupot z głowy nie wybije..
To wszytko tak cholernie boli, chciałabym do nich napisać, przypomnieć "zobaczcie ja tu jeszcze jestem" ale po co, skoro mają swoje życie, w którym nie ma dla mnie miejsca.. Bo gdyby było to pewnie dali by o sobie jakiś znak, że jeszcze jestem potrzebna, że się o mnie martwią..
Jak zacznie im się sypać koło dupy to przyjdą i będą prosić o pomoc bo ja zawsze była dla nich i co z tego mam? właśnie to.. czyli wielką pustkę i ból.. Poświęciłam się całym sercem i nie dostałam nic w zamian..
Pierdolę już to wszytko..
Zdałam sobie sprawę, że jestem zupełnie sama.. W pewnym momencie doszło do mnie, że wszystkich ludzi, którzy byli dla mnie cholernie ważni, straciłam. Odeszli, przestali się odzywać, mają swoje życie.. A ja ? A ja po co ? Ja nie jestem potrzebna.. Nie chcę się mieszać, dopraszać o nic, nie lubię pchać się tam gdzie mnie nie chcą, bo to jest jeszcze bardziej bolesne.. Kiedy to wszytko piszę jestem cała zalana łzami bo ten blog jest jedyną cholerną rzeczą na której mogę w jakiś sposób wylać swoje problemy, smutki.. Ale to nie pomaga.. Jestem sama, patrzę w ekran i płaczę.. Internet nie zastąpi mi przyjaciela.. Nie wiem, może to ja coś zrobiłam, może to ja zawiniłam, może to wszytko to jest moja wina i ta samotność jest teraz moją karą.. Może mi się to należy.. Może tak powinno być.. Jak ktoś to czasem czyta to niech da jakiś znak życia, proszę.. To moja jedyna nadzieja...
- Za kim najbardziej tęsknisz?
- Tęsknię za ludźmi, którzy nauczyli mnie żyć..
-... Przecież każdy potrafi żyć..
- Ja nie potrafiłam.
Na szczęście spotkałam wspaniałych ludzi ludzi, którzy nauczyli
mnie jak się śmiać, kochać i jak czuć się szczęśliwą..
- To pewnie nauczyli Cię też płakać..
- Nie.. Płakać nauczyłam się wtedy, gdy odeszli bez
słowa pożegnania..
Właściwie to sama nie wiem co mam napisać tyle chciałabym z siebie wyrzucić, a zwyczajnie nie potrafię.. Codziennie zastanawiam się nad tym co jest mi w życiu dane i jaką mam wykonać misję.. Właściwie to nikt mnie nie chce. Ojciec wystawił się dupą, matka też ma mnie gdzieś, bo teraz ma swoje życie.. A brat? Bart jak brat tez ma jakiś tam swój własny świat, chociaż z nim, patrząc na matke i ojca mam najlepszy kontakt i chyba wie o mnie wiecej niż matka z ojcem razem wzięci.. Teraz siedze na balkonie, zaczęła się majówka a ja nie mogę ruszyć się z domu.. Tydzien temu pogryzl mnie pies i powoli dochodzę do siebie, rany zaczyają się goić, sińce zmieniają kolory, ale nie mogę jeszcze chodzić więc przymusowo muszę siedzieć w domu, kiedy za oknem taka piękna pogoda..
Pamiętacie Piotrka ? Tego cudownego faceta heh.. Wcale nie jest taki cudowny irutuje mnie z każdym momentem coraz bardziej..Chciałby zrobić ze mnie kogoś kim nie jestem.. Ja nie potrafię się zmienić, a właściwie to nie chce bo sama osobiście tego nie potrzebuję.. zostawił mnie jakiś czas temu bo uznał, że nie idzie się ze mną dogadać.. A prawda jest taka, że to on nie potrafi się ze mną dogadać jakoś nikt nie ma z tym problemu, nigdy nie będę jego wymuskanym ideałem\. Nie wpakuje mnie w ramy i nie powiesi na ścienie, nie potrafię być idealna i nie chcę.. Tydzien po tym jak zerwał chciał wrócić i zobiłam coś bez zastanowienia.. Uznałam że okej spróbujmy jeszcze razem.. Ale czuję że to już nie jest to miło spędza mi sie z nim czas (dopóki nie zacznie mnie irytować swojoimi mongolskimi filozofiami) ale nie chce sie do niego przytulac, nie chce go caowac ani nic innego.. Nie potrafię i nie czuję już zadnej chemii miedzy nami, nawet za nim nie tesknie.. Może to przez to ze mnie zostawił? sama nie wiem, ale juz nie potrafie.. Chyba musze to zakonzcyć, ale sama nie wiem jak, bo jemu nie da się nawet najprostszej rzeczy wytłumaczyć bo jest pierdolonym filozofem.. Jak z nim rozmawiam to czasami mam ochote rozwalic glowe o sciane bo sa najprostrze rozwiazania do roznych rzecy ale jego to kurwa nie satysfakcjonuje on kurwa musi znaleźć milion rozwiazań i i tak nic z tym kurwa nie zrobie.. Jestem wściekła jak o nim myśle.. Chyba rzeczywiście powinnam to zakonczyć...
Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, czy tak jak sobie to wymarzymy... Właściwie słowa nie zawsze oznaczają - nigdy..
Czasami coś w środku boli nas tak bardzo, ze ciężko powiedzieć nam co.. Chcielibyśmy wykrzyczeć, wypłakać, ale się nie da... Blokada.
Czasami popełniamy błędy, zupełnie nieświadomie. I to właśnie one bolą nas najubardziej..
Czasami ktoś obwinia nas za coś czego nie zrobiliśmy, za coś czego nie powiedzieliśmy, za coś z czym nie mamy nic wspólnego. Mówi, że jest w złej kondycji psychicznej, ze ma problemy.. A skąd może wiedzieć jak my się czujemy.. Czy ma sami ze sobą dajemy sobie radę? Nie pytając o powód naszego smutku czy milczenia, daje nam na głowę swoje problemy.. Obarcza nas swoją winą, żeby tylko samemu czuć się lepiej..
Czasami trzeba zabić w sobie wiele rzeczy.. Uczuć, z którymi sobie nie radzimy.. Trzeba zmierzyć się z samym sobą i zabić to co boli... Znieczulić się, uodpornić...Żeby później było łatwiej.
W naszym życiu nie spotykamy ludzi, których chcemy spotykać.. Życie daje mam ludzi, którzy muszą nas zranić czy pokochać. To wszystko ma sprawić, że staniemy się tym kimś, kim mamy się stać. Wszystkie wydarzenia w życiu dobre czy złe, kształtują naszą osobowość, kształtują nas.. Uczą pokory i wytrwałości..
Chciałabym jeszcze wiele napisać ale sama już ie wiem co, tzn. wiem.. ale nie potrafię. Przepraszam..
Wasza Kathrine,
Jest godzina 00.10 powinnam już spać, przecież wstaję o 6.. Ale nie mogę, nie dzisiaj.. Zbyt dużo myśli kłębi się w mojej głowie..
Jest Piotrek jest dobrze... Ale jednak nie do końca..
Sama na własne życzenie zrzuciłam sobie na głowę sporo problemów.. Przez 1 semestr strasznie zaniedbałam sobie szkołę, rzadko do niej uczęszczałam, o oceny też jakoś zbytnio się nie starałam. To jaką dostanę ocenę, było mi wszytko jedno czy będzie to 1 czy 5.. oczywiście najczęściej były to 1.. To wszytko, to był mój wielki bunt na wszytko co mnie otacza i na to co dzieję się w moim życiu. Mówię tutaj o sytuacji w domu, jak i również o sprawach sercowych.. Czułam się wtedy całkowicie sama i cholernie zraniona (choć to uczucie nie minęło). Chciałam zrobić wszystkim na złość, odegrać się jakoś.. Ale oczywiście to zrobiłam na złość przede wszystkim samej sobie..
Na koniec semestru 7 ocen niedostatecznych i sporo godzin nieusprawiedliwionych, już nawet nie pamiętam tej liczby..
2 dni temu rozmowa z dyrektorką.. Totalny wjazd na moją ambicję + większość osądów, które nie były zgodne z rzeczywistością, ale co ja mogłam? Oczywiście próbowałam w jakiś sposób wyrazić swoje zdanie, obronić się.. Ale jak wiadomo, było ciężko. Może jakieś moje argumenty dotarły do 1 strony, ale niestety bardzo nieliczne i większość bardzo nieistotna.. To była pierwsza sytuacja na minus jak nie wezmę się do roboty to mnie wywalą..
2 sprawa to kłopoty zdrowotne.. Przede wszystkim nieustannie nawracająca się anemia.. Do tego mam coś z kręgosłupem.. Plus zapalenie jajników, przy czym ciągły ból brzucha.. Ledwo żyje, przez anemie cały czas jest mi słabo, kreci mi się w głowie, mam problemy z koncentracją co oczywiście nie pomaga mi w nauce. Za każdym razem kiedy budzę się rano, to z wielkim bólem kręgosłupa, potrzebuję 10 min żeby jakoś zebrać się z łóżka i zacząć funkcjonować, a co do zapalenia to już pisałam cały czas boli mnie brzuch.. I to jest 2 wielki minus mojej obecnej sytuacji..
3 sprawa problemy z ojcem, mieszkaniem itd itp zamiast powoli jakoś się rozwiązywać, komplikują się jeszcze bardziej. Czyli kolejny problem na moją głowę..
A co z Piotrkiem?
Piotrek jaki była dla mnie dobry i kochany to nadal jest, za co ciągle jestem mu wdzięczna, ale ostatnio kiedy go tak bardzo potrzebuję to ma go bardzo mało..Oczywiście mam jego wsparcie. Wie, że dzieje się źle wczoraj jak do mnie dzwonił to się rozpłakałam bo byłam w takim złym stanie, właściwie to od jakiś 4 dni ciągle ryczę bo jest mi tak ciężko.. Już sama nie wiem co ma robić.. Ale kontynuując, dzwonił ja się rozpłakałam, więc nie pogadaliśmy.. Poza tym wczoraj kiedy właściwie był dzień apogeum i wielkiej kumulacji wszystkich problemów, zamieniłam z nim tylko 1 sms.. Był w pracy ok, nie miał czasu ok rozumiem, ale napisał, że jak znajdzie chwilę czasy to napisze to napisał o 10.. a odezwał się po godzinie 19 tyle godzin nie miał ani minuty czasu żeby się do mnie odezwać?? Jak usłyszał, że płaczę to zrobiło mu się chyba głupio i bardzo przykro. Napisał mi sms o tej treści :"Nie płacz kokardko moja kochana :* przykro mi że nie mogę Cię teraz przytulić :( chciałbym Ci jakoś pomóc ale chyba nie bardzo jest jak :( przepraszam że wcześniej nie pisałem. Mam nadzieję ze wszystko będzie dobrze. Jutro zadzwonię to porozmawiamy ale jutro mam audyt w pracy i nie wiem czy w ogóle będę miał czas żeby chociaż napisać smska. Ale obiecuję że zadzwonię zaraz po pracy. Myśl o mnie i wszystko na pewno będzie dobrze. Przesyłam buziaki dla Ciebie! :* ten jest na pocieszenie:* ten jest dla Twoich pięknych oczek:* ten jest w Twoje czółko żebyś wiedziała że się troszczę o Ciebie :* ten jest dla Twojego uśmiechu który promienieje :* ten dla Twojego serduszka które darzy mnie uczuciami :* ten to obietnica ze wszystko będzie dobrze a ten :* dla Ciebie za to że jesteś taka słodka i urocza <3 cokolwiek by się nie działo pamiętaj że jestem z Tobą kochanie :* :)"
Fajny, miły uroczy sms ale co z tego.. Okej zadzwonił dzisiaj ale tak 1 raz jak byłam w szkole na korytarzu ciężko mi rozmawiać tłum ludzi, czyli wielki hałas. Do tego nie będę się żalić, kiedy dookoła wszyscy mnie słuchają.. 2 raz zadzwonił byłam już w domu ale mówił, że gości mają do niego przyjechać bla bla bla.. Nie było kiedy cokolwiek z siebie wyrzucić.. 3 raz zadzwonił, pytał się czy się uczę (miałam się uczyć matematyki, co rzeczywiście robiłam) no i dowiedziałam się, że jedzie na rynek ze znajomymi.. Trochę mi przykro bo ja tutaj siedzę, uczę się choć nie ma na to siły, do tego jestem w strasznym dołku, a jemu się wydaje, że jest wszytko ok? Nie wiem... Ale nie mam w sumie żalu o to, że pojechał z nimi na ten rynek niech jedzie ma prawo.. Ale nie ukrywam, że jest mi strasznie przykro..
Więc tak siedzę płaczę i piszę.. :(
Mam nadzieję, że jutro będę miała okazję z nim chociaż chwilę pogadać bo czuję się kompletnie rozbita.. Potrzebuję żeby mnie chociaż ktoś przez chwilę wysłuchał i przytulił.. :(
Jak jutro nie uda mi się z nim pogadać o tym wszystkim to chyba zaryczę się na śmierć !
Dobranoc.
Dawno nie pisałam bardzo dawno.. Codziennie zaczynałam coś pisać ale czułam, że to nie to. Dzisiaj piszę i sama nie wiem czy uda mi się ująć w słowa dokładnie to co chcę to czym pragnę się z wami podzielić..
Minęły już prawie 2 miesiące jak spotykam się z Piotrkiem wow ! Dla mnie jest to coś niesamowitego.. Ten człowiek dosłownie spadł mi z nieba. W chwili krytycznej, kiedy było mi naprawdę ciężko.. Sam fakt jak się poznaliśmy był zupełnym zbiegiem okoliczności i mega przypadków. Dla mnie to coś wyjątkowego.. Ale wiadomo jak to się mówi nic nie trwa wiecznie.. Nie mówię, że już jest coś nie tak wręcz przeciwnie, nadal jest wszytko dobrze, jest coraz lepiej..
Piotr jest jedna z niewielu osób na świecie, przed którymi tak szybko się otworzyłam.. Godziny spędzone na rozmowach z nim to coś pięknego. Mogę śmiało powiedzieć, że mu ufam, ale problem tkwi w tym, że zbyt szybko się zaangażowałam, zbyt szybko zaufałam.. Może się to skończyć wielkim bólem dla mnie.. Ale jest w nim to coś czego nie potrafię opisać, coś co mnie strasznie do niego ciągnie.. Jest jeszcze coś co powinno stanowić problem, a jeszcze tak się nie dzieje, nie gwarantuję, że tak się nie stanie ale w tej chwili to nie ma zupełnie znaczenia, a mianowicie jest starszy ode mnie 6 lat. Kiedy sobie o tym pomyślę to jest dla mnie coś wielkiego ponieważ on jest już o te 6 lat więcej ode mnie na świecie, ma ode mnie o wiele więcej doświadczenia i o wiele więcej wie. Ale mnie się to strasznie podoba, uczy mnie nowych rzeczy, nie muszę przy nim nikogo udawać, jestem 100% sobą. Nie muszę robić nic wbrew sobie. Kiedy powiem nie, on 2 raz nie zapyta, szanuje moje zdanie.
Jest dla mnie mega podporą w ciężkich chwilach, a od jakiegoś roku przechodzę koszmar.. Ojciec zawsze pił, ale nadszedł czas kiedy zaczął pić jeszcze więcej. W domu były wiecznie awantury, ojciec wracał pijany, rozwalał wszystko co miał pod ręką. Bił matkę, mnie raz prawie udusił.. Po pewnym czasie okazało się jeszcze, że zdradzał moją mamę od 6 lat.. Odszedł od nas zostawiając nas wielkimi długami.. Wzięli z matką rozwód.. Ale to nie koniec problemów, mimo tego, że się rozwieli.. Ojciec nadal nas nęka co chwile robi problemy.. Historia rzeka do tego bardzo bolesna
Teraz mam Piotrka i kiedy przy nim jestem zapominam o całym świecie to jest cudowne :)
Pozdrawiam wszystkich czytających mojego bloga i życzę kolorowych snów ;)
Dowiedziałam się, że E wraca jutro albo w sobotę wraca do Krakowa. Właściwie to nie powinnam się tym już zupełnie przestać interesować. Wywaliłam go kompletnie z mojej głowy i z mojego serca. Teraz mogę to powiedzieć, skończyłam z nim, udało mi się.Czuję się tak cudownie wolna, piekne uczucie, którego nie potrafię opisać słowami.
Ale jest jedno ale ! Kiedy dowiedziałam się, że E wraca do Krakowa na dniach zaczęłam się zastanawiać i co teraz czy się do mnie odezwie? Jestem ciekawa co się stanie, bardzo ciekawa. Jeżeli by napisał, nie wiem co bym zrobiła ale wiem, że nie rzucę mu się na szyję tylko powiem ze spokojem E już Cię nie kocham. Bo ile mozna czekac na kogos kto nie wiadomo kiedy wróci i czy wgl tak się stanie.
Jestem wolna od miłości do kogoś kto potraktował mnie jak swoją zabawke.
Jest ktoś, kto daje mi siłę do życia, napełnia szczęściem. Jest taki kochany i nie, nie jest moim facetem. Nie wiem czy będzie. Ale szczerze? Tak chciałbym żeby był, ale może jeszcze nie teraz. Chociaż nie wiem jak to będzie, ponieważ on sam jest po ciężkich przejściach w zyciu. Trzymajcie kciuki żeby nam się udało.
Jest takim człowiekiem jakiego potrzebuję. Pojawił się nagle i dał mi tyle szczęścia heh.. okazało się, że ja jemu też, że wyciągnęłam go z toksycznej sytuacji. Wyobrażacie sobie moje szczęście kiedy powiedział mi, że ten dzień w którym mnie poznał, miał być okropny a nie była taki bo poznał mnie.
W ten dzien kiedy go poznałam sama nie czułam sie najlepiej wyszlam z domu bo gdybym tego nie zrobila zgnilabym tu w depresji na 2 tyg..
A tak to proszę poznałam jego !
Co będzie dalej?
Nie wiem..
...
Ma na imię Piotr <3
Zdarzyło się dzisiaj coś pięknego ! mega pięknego ! umieram z radości i tęsknoty.. W końcu zrozumiałam, że życie jest piękne! jest zajebiście cudowne ! Chcę się tak czuć już zawsze <3 Znalazłam metodą cholernych przypadków, wielkich zbiegów okoliczności swój "lek na wszytko" ;)
Wczoraj znowu mi się przyśnił, był to dziwny sen, był dla mnie zbyt realistyczny, wszytko brzmiało tak jak gdyby on to na prawdę mówił..
Śniło mi się, że spotkałam się z nim na mieście, zupełnie przypadkiem..Zaprosił mnie do siebie, wręcz wyciągnął mnie na siłę.
Siedzieliśmy jak zwykle przy laptopie, ja jak zawsze siedziałam mu na kolanach. Pocałował mnie i tak całowaliśmy się chwile, kiedy ja się rozpłakałam i powiedziałam, że tak nie mogę, ze go kocham, a on mnie nie chce, że co to ma znaczyć o co mu chodzi. On wtedy powiedział, że to nie prawda, że bardzo tęsknił za mną, że mu mnie brakowało.. Chce ze mną być, ale nie może.. Ja zaczęłam dopytywać ale jak to o co chodzi.. On wtedy zaczął mówić, że ma wiele problemów do tego jest zawalony w pracy, że nie może mi się oddać w 100%.. Ja wtedy znowu się rozpłakałam i powiedziałam, że ja chcę go chociaż w 1%, chcę żeby był, nie musi być codziennie, ale chce czuć jego obecność to że jest ze mną, że mnie kocha.. Bez względu na to jak, chcę żeby był.. Wtedy on mnie przytulił.. ;(
I koniec mojego snu.. Nadal czuję jakby jego ciepło.. Czuję się tak jakby to wszystko było realne.. Niestety nie jest.. Takie sny jeszcze bardziej napełniają mnie tęsknotą i nie pozwalają zapomnieć dają najmniejszy płomień nadziei..
Widzę, że już 80 razy odwiedziliście mojego bloga.. Jeżeli jest ktoś kto czyta każdy mój wpis proszę o wpis do księgi gości, chciałabym wiedzieć czy piszę to do kogoś i ktoś to czyta przeżywa to razem ze mną, czy piszę zupełnie w pustkę, ktoś zaglądnie uzna, że smęty i odpuści.. Z góry dziękuję.